Krótka relacja z Zimnej Wody 2009
9go września rozpoczęła się kolejna edycja Zimnej wody - tym razem powiało nas do Czerkies. Malowniczo położonej wsi na Jurze Krakowsko - Częstochowskiej.
Dziękuję Wam wszystkim przybyłym za czynny udział.
Młócenie zboża się odbyło, mielenie mąki, kaszy w żarnach się odbyło - codziennie także 4-ry chleby w piecu były wypiekane. Z każdym kolejnym wypiekiem szło to coraz lepiej. Pracy przy tym było coniemiara, gdyż cały proces zajmował około 8smiu godzin z nakręceniem maki, napaleniem w piecu i oczekiwaniem na wypiek. Z czego po wypieku chleb nie od razu nadawał się do konsumpcji. Pierwsze chleby były z mąki orkiszowej, ale że drożdze dostały zostały rozrobione w zbyt gorącej wodzie, to chleb nie wyrósł i wyszły całkiem niezłe placki podróżnicze.
Kuźnia pracowała od czwartku, co zakończyło się wykonaniem paru sprzączek, krzesiw, grotów do strzał, świecznika do namiotu, przygotowania materiału pod włócznię.
Stolarnia pracowała także od czwartku - miski, łyżki, taboret, stelaż pod kamień szlifierski. Także były próby darcia mniejszych desek z akacji z klocka długości około 25 cm. jednakże pniaczek ma ukryte w środku sęki, przez co deski po ładnej początkowej fazie darcia rozchodzą się i paczą na sękach. Z akacji daje się ściągać całkiem ładne kawałki kory poprzez oklepanie pieńka drewnianym młotkiem, następnie odczekaniem 1dnej doby. Kolejnym etapem było nacięcie kory w jednym miejscu i zdjęcie jej. W efekcie powstała ładna korowa rura, którą można by było po wysuszeniu przerobić na skrzyneczkę.
Spróbowaliśmy także wykonać dzięgć, jednakże albo mieliśmy zły materiał wyjściowy: niewłaściwe kawałki kory brzozowej, albo zbyt dużą temperaturę wypału, lub zbyt długi proces, gdyż powstał ładny wegiel drzewny.
Kuchnia: twaróg, serwatka, masło robione na miejscu. Ja osobiście przygotowałem na miejscu moczone i prażone ziarno gniecione, na błyskawiczną zupę wedle pruskiego przepisu. W wersji bez dodatków można śmiało jeść, w wersji z dodatkami powstało by coś ala płatki sniadaniowe. Wątróbka z ogniska - nowe danie opracowane, przetestowane i zjedzone - wyszła świetnie, podobnie jak jajecznica na dziku tym razem:)
Wieczory mijały na rozmowach i grze w tafla i planowaniu kolejnych wydarzeń.
W tym roku impreza została przeniesiona z lasu na wieś - do Nietoperza. Coś się utraciło, coś się zyskało. Jednym z celi było w normalnych warunkach dokonanie paru prac (kowalskich, stolarskich czy też związanych z wypiekiem), by bariera lasu (wędrówki), braku narzędzi (na plecach się warsztatu czy żaren nie uniesie) nie blokowała nas w rozwoju i doskonaleniu umiejętności. Pomysł sprawdził się bardzo dobrze co zaowocowało znacznie większą ilością przedmiotów codziennego użytku wykonanych przez nas.
Co za rok? zobaczymy, co szlak nam pokaże.


