Podsumowanie chrustowej sprawy
28 lutego wybralismy się w grotnickie lasy, by pozbierać trochę chrustu. Zapraszam do czytania i komentarza wniosków i uwag z tejże jednodniowej wycieczki zaczętej i zakończonej nocowaniem w krzaczorach.
Wycieczka po lesie była organizowana przez Damiana i z tego względu miała dla mnie charakter szkoleniowy. Zarówno, by Damian nabył nowych umiejętności organizatorskich i wszedł na wyższy poziom postrzegania, jak i też uczestnicy (bazowo miały być to osoby z pocztu) bezstresowo mogły sprawdzić swój poziom przygotowania do „pocztu w drodze” pod kątem ubioru jak i też strony praktycznej:, co nieść, co zabrać, jak to nieść, jak wieczorem zagospodarować czas.
Na imprezę zgłosiło się całkiem sporo osób jak na standardy wędrówkowe, jednakże z tymi samymi standardami niewiele w końcu poszło z nami do lasu, z przyczyn losowych wiele osób w ostatniej chwili zrezygnowało z wyjazdu. Mamy nadzieję, że jednak rychło na szlaku się zobaczymy.
Wydarzenie to odbyło się w grotnickich lasach, w pobliżu których mieszkamy a również gdzie jest organizowana Zimna Woda. Dzięki temu został stworzony pewnego rodzaju bufor bezpieczeństwa dla osób, które mogły być zbyt słabo przygotowane do wydarzenia – na szczęście z niego nie trzeba było korzystać.
Wypad z dwudniowym noclegiem był naszym pierwszym wypadem w takiej formie – poprzednie, których mieliśmy już parę były bez opcji nocowania i żywienia się w terenie, zatem nowy bagaż doświadczeń mógł zostać zdobyty.
Pogoda na przednówku trafiła nam się dobra pod kątem opadów: praktycznie nie padał ani deszcz ani śnieg między piątkiem a niedzielą, jednakże temperatura lekko powyżej 0 stopni i słońce przebijające się przez chmury sprawiło nam wiele problemów. Las partiami był ogołocony ze śniegu i o suchym podłożu, gdzieniegdzie były łaty śnieżne i wyraźne ścieżki leśnie zaś niekiedy brodziliśmy w grząskim, lepiącym się śniegu, pod którym częstokroć były kałuże wody.
Oznaczało to praktycznie, że już po pierwszej półtorej godziny marszu wszystkie buty były przemoknięte na wylot u wszystkich uczestników. Ja chodziłem w nogawicach pikowanych, które wykorzystuję do walk – skórzana podeszwa zaś reszta nogawic stanowią zszyte materiału – len i wełna. Przemokły bardzo szybko na wysokość powyżej kostki i w trakcie nocnego suszenia nie udało się ich wysuszyć – może zbyt krótko trzymałem je przy ognisku, obawiając się uszkodzenia podeszw.
Na szczęście w takich nogawicach po wejściu w kałuże i po około 100 metrach marszu, chłodu się już w stopy nie odczuwało a jedynie przelewającą się wodę między palcami. Damian i Razowiec sprawdzali skórzane łapcie na buty, gdzie, jako dodatkowy izolator zastosowali liście dębu oraz igliwie. Chyba było im trochę cieplej i buty przemokły im dopiero po godzinie – półtorej. Niefortunnie w którymś momencie na coś także nadepnąłem i mam dziurę w podeszwie na 5 cm. Przemoknięta skóra jest bardzo łatwa do przedziurawienia. Na szczęście tylko pierwsza warstwa została przecięta.
Przed wypadem zastanawiałem się, którą opcję jako szef pocztu wybrać co do stroju: czy założyć przeszywanicę i na nią skórznie, czy też normalne suknie. Skończyło się na tym, że założyłem suknie, by warstwami – zdejmowaniem lub zakładaniem reagować na mój komfort cieplny w trakcie marszu a także, w przypadku przemoknięcia, by móc warstwowo swój strój podsuszać. Wadą tego rozwiązania były wrzynające się paski w ramiona oraz w szyję – w przeszywanicy tego problemu nie miałem.
Do spania pierwszej nocy wykorzystałem podkład z tarczy, którą ułożyłem na dwu kołkach drewnianych. Dzięki temu tarcza nie nasiąkła wodą od podłoża. Niestety jest zbyt krótka i było dosyć niewygodnie, zatem na długiej tarczy – migdale spałoby się znacznie lepiej i ku temu rozwiązaniu będę zmierzał w przypadku, gdy trzeba by było spać na mokrej ziemi.
Samo noszenie tarczy sprawdziłem w dwu wariantach: tarcza na plecach i na nią tobół, bądź też tobół na plecy a tarcza po lewym boku po skosie.
W pierwszym rozwiązaniu tobół jakimś cudem dodatkowo dociążał tarczę i jej pas nośny wbijał się w ramię, szyję. Było niewygodnie bardzo. W drugim przypadku tarcza była na wierzchu, dostępna od razu do walki i nie powodowała niewygody w trakcie marszu, o którą się obawiałem. Przy konstrukcji tobołka do noszenia zrezygnowałem z szycia worków, koszów wiklinowych itp. rozwiązań. Nastawiłem się na prostotę i się okazało to bardzo dobrym rozwiązaniem.
Dawało się bardzo szybko przygotować posłanie do spania, szybko spakować, torby i bukłaki zawieszone na poprzeczce się nie bujały, zaś związanie krajki rzemieniem zapobiegło zsuwaniu się jej z mych ramion i niewygodę.
Jedyna rzecz, która mnie martwi to, że w trakcie deszczu woda penetrowałaby wszystkie zwinięte materiały bez problemu i będę musiał tu znaleźć coś, co można nosić nad tobołem – może tarczę?
Same poprze
czki w tobole pełniły dobrą rolę stabilizatorów i miejsc, gdzie można coś przywiązać, przytroczyć, jednakże w pracach obozowych na wieczór nie mogłem dla nich znaleźć na razie zastosowania może mogłyby służyć za podstawkę pod wieszak na kociołek?
Giermków miałem dwu do dyspozycji, jednakże nie obarczałem ich wyposażeniem dodatkowym, by samemu sprawdzić pewne rozwiązania. Inaczej się nosi sprzęt na konnej wyprawie, inaczej na turystycznej.
Moje wyposażenie:
· Tarcza trójkątna
· Miecz – nie przeszkadzał w marszu
· Włócznia – nie przeszkadzała w marszu
· Nogawice pikowane – lniano wełniane, miski stalowe na kolanach;
· Nogawice wełniane dwuwarstwowe
· Gacie wełniane – jakoś nie jestem zachwycony, może za ciasne były czy co? Preferuje lniane
· Koszula bez rękawów, wełniana
· Suknia wełniana, dwuwarstwowa, z rękawami jednowarstwowymi
· Suknia wełniana, jednowarstwowa
· Suknia wierzchnia wełniana, z kapturem podbita lnem, do podróży – jednej nocy w niej spałem, drugiej służyła za poduszkę. W ciągu dnia nienoszona, pierwszej nocy kaptur przy ognisku się przypalił. Rękawy za łokieć.
· Suknia wierzchnia skórzana podbita wełną – przy ognisku wełna na wierzchu była ciepła, skórznia zaś na wierzchu zimna – ciekawe, rękawy za łokieć;
· Kaptur wełniany jednowarstwowy
· Czapka wełniana dwuwarstwowa – spałem w niej w nocy, za dnia i drugiej nocy było mi za gorąco by ją mieć na głowie;
· Skóra barania do spania;
· Materiał prostokątny wełniano - lniany ok. 1,2 m na 2 m do spania (wełna cieńka)
· Materiał prostokątny wełniany, dwuwarstwowy - ok. 1,5 m na 2,5 m do spania (wełna cieńka)
· Płaszcz z półkola, wełniany dwuwarstwowy, podszewka z cieniutkiej i delikatnej wełny;
· Rękawiczki wełniane – takie z naturalnej wełny, dziergane na drutach? Pierwszej nocy miałem je na dłoniach, przypaliły się na ognisku, zatem drugiej nocy spałem bez rękawiczek.
· 1 tykwa 1 litr, 1 tykwa 0,5 litra, 1 bukłak skórzany 0,75 litra. Wystarczająco. Jednak przy dłuższych wyprawach brak bukłaka około 2 litrów – muszę zrobić, poprzedni się zgubił. Tykwy były przytroczone do tobołka i włożone do sakw.
· 2 sakwy lniane na jedzenie i drobiazgi. Jedna sakwa wisiała na ramieniu, ale po godzinie marszy przytroczyłem ją do tobołka.
· 2 sakiewki wełniane
· 3 noże, różnych kalibrów do różnego zastosowania, łyżka, kubek gliniany
· Rzemienie, krzesiwo, krzemienie, busolaJ, sznur około 3 metrów, sznurek około 20 metrów, dratwa, nić lniana oraz igły, rzemienie skórzane. .
Jako bogatszy, nie stosowałem filców lecz same wełny, z czego podbicie płaszcza z wyśmienitej wełny. Czekają mnie skórzane solidne nogawice do zrobienia, oraz patynki – choć nie wiem, jak się w nich będzie na szlaku chodziło. Ogólnie całe wyposażenie spełniło swoją rolę. Nie byłem nadmiernie przeciążony i dawało się przejść około 18 kilometrów na grząskim śniegu, gdzie niekiedy tempo przemarszu wynosiło około 2km/h.
Do zobaczenia na szlaku.



Ja też chcę, ja też chcę nocować w krzaczorach!!
Komentarz autor Dagmara — 23/04/2009 @ 18:58
zauważyłam, że jestem najaktywniejszym komentatorem…;-p
Komentarz autor Dagmara — 23/04/2009 @ 19:03
:) tak:)
Komentarz autor Jasmin — 05/05/2009 @ 14:58